BEZIMIENNA TRUCIZNA
Michał Skiba
Jest temu lat kilka. Siedziałem w otwar-tem oknie mego kawalerskiego pokoju puszczając fantastyczne kłęby dymu z dopalającego się cygara. Za oknem woniał mały ogródek gospodyni domu rezedą, jaśminem i różami; było to w maju. Z daleka leciał śpiew nadrzecznych słowików. W powietrzu była ta urocza, wonna wilgoć, którą się majowe powietrze naszego klimatu odznacza.
Powietrze to było bardzo dobroczynnem dla mojej głowy, zamroczonej jeszcze z wczorajszej exkursyi na wieś do przyjaciela młodości pana Ignacego, który zanadto suto ugaszczał swoich dawnych kolegów i kommi litonów niejednej wyprawy. Po głowie tej, jak to zwykle po przepitku bywa, biegały różne myśli, dumania, wspomnienia; — marzeń bo już u mnie mało, o ile że — starym jestem kawalerem.
Ogródek gospodyni zielony i wonny przypominał mi uroczy park angielski w dobrach pana Ignacego, park z odwiecznemi drzewami, z obfitą wodą, malowniczemi wyspami, baci-kami i łabędziami — z otwierającym się widokiem na urocze sielskie pejzaże. I znowu snuły się przed oczyma memi gustowne pokoje pałacu — a czasami zdawało mi się że słyszę uroczysty szum samowara, przy którym się tak swobodnie gwarzyło o dawnych czasach. Ułatwiwszy się z wrażeniami dnia minionego, który jeżeli upłynął na wsi. długie dla bióralisty pozostawia wspomnienie, zatrzymałem się wyobraźnią nad dorodną i pełną wyrazu postacią pana Ignacego, młod szego odemnie o kilka lat, mężczyzny w całym kwiecie piękności. Zdawało mi się, że widzę czarne jego, przenikające oko, czoło wyniosłe i dumne, kilkoma poorane zmarszczkami, że widzę ten uśmiech sardoniczny, który mógł się wydać cynicznym temu, co nie znał szlachetnej mego przyjaciela duszy. Ile serca było w tym uśmiechu, gdyśmy o dawnych studenckich mówili czasach, ile rozczulenia i ognia w tych oczach, gdyśmy przy kieliszku starą zanucili piosenkę? Poczciwy Ignacy! pomyślałem. Głowa znakomitych zdolności, serce najzacniejszych przymiotów. Trochę materyalista. prawda! nic zgadza się w tem ze mną. ale może on ma słuszność, nic ja, który przy moim idealizmie pozostałem na tysiącu reńskich pensyi, pedantycznym, nudnym, skwaszonym starym kawalerem i piórogryzem na całe życie. On. szczęśliwy człowiek, dorobił się na adwokaturze naj uczciwszą pracą znacznego majątku, kupił piękne
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 Nastepna>>


